- 1 2 3 4 5 6 7 8-

 

„A słowo Ciałem się stało(…)”
Do Trans Alp’u 2007 zostało 8 dni.. Razem z Mateuszem odczuwamy presje uciekających dni. Im bliżej startu tym większa ogarnia nas świadomość, iż czeka nas naprawdę trudny i ciężki wyścig po Alpach. Już sama chęć przejechania wyścigu i jego ukończenia wymaga od startujących dużych umiejętności i regularnych treningów. TransAlp to nie impreza towarzysko-rekreacyjna. Na linii startu staną mocni i wielcy zawodnicy z całego świata, z ponad 37 krajów. W śród nich będą kolaże, którzy rywalizują w pucharze świata MTB. Miło będzie stać ze światową Elitą na starcie. Jednak, gdy popatrzy się na profile trasy….. 30 km podjazdu ciągnącego się na 2100m.n.p.m, do tego ciężko przygotować się w Polsce. Startujące team’y, które wiedzą, że pierwsza para na mecie wyścigu otrzyma 30 tys. Euro zrobią wiele, aby być pierwszą na tym szczycie.
Poziom wyścigu będzie tak samo wysoki jak góry, w których będziemy jechać.
Jednak ponad pół roku treningów, startów i ćwiczeń specjalnie pod kątem ciągłej jazdy w granicach 160-170 uderzeń serca / sekundę daje nam pewność, że przejechanie wyścigu nie będzie dla nas wielkim wyzwaniem. Warto było marznąc w zimie całymi godzinami na rowerze, żeby teraz spokojnie czekać i odliczać. Przyjemnie jest paczyć rano na wagę i widzieć coraz mniejsze cyferki mimo tego, iż mamy coraz większy apetyt. Ja i Mateusz przejechaliśmy, każdy z osobna średnio po 300 godzin treningowych w tym roku daje to ponad 7 500 km jednostajnej, mozolnej i wielogodzinnej jazdy. Satysfakcja jest już przed startem. Razem z kolegom jesteśmy pewni siebie, nie boimy się dystansów wyścigu,
przewyrzszeń i odcinków technicznych. Przygotowywaliśmy się do tego startami w tym roku, ale posiadamy też doświadczenie po kolarsku: „jesteśmy objechani” w tego typu startach.
Będzie to piękny wyścig naznaczony na pewno łzami szczęścia jak i bólu. Będziemy się cieszyć, że dotarliśmy do mety kolejnych etapów, ale może też i płakać, że następnego dnia kolejne podjazdy i masakryczne zjazdy. Kolejna noc w namiocie i na karimacie po 80 km jazdy w terenie, a do tego obiad z gazowej kuchenki turystycznej. Będzie to „egzotyczny” wyjazd, bo nie tylko wyścig i zmagania sportowe dostarczą przygód, ale również samo przebywanie w kręgach ludzi, którzy żyją tym samym pędem i z taką samą pasją: rower – sport - rywalizacja. Jedno jest pewne, będzie to wyścig udany, niezależnie od tego, jakie zdarzenia zaserwuje los. Pojedziemy z Mateuszem ile sił w nogach, ale z rozwagą, pamiętając o kolejnych etapach. Rozłożymy siły na całe 8 dni wyścigu.
Chcemy serdecznie podziękować wszystkim, którzy pomogli nam w zorganizowaniu wyjazdu. Największe słowa uznania należą się Andrzejowi Smalcowi prezesowi klubu KKZK ZEM, za pomoc materialną i wspieranie nas w pozyskiwaniu sponsorów. Jesteśmy szczególnie wdzięczni Panu Stefanowi Tomali za zasponsorowanie nam znacznej części opłaty startowej. Dziękujemy także takim firmom jak Distance (stroje), Maxim (odżywki), Sixtus Italia (oleje, kremy do masażu), Poison (sprzęt rowerowy), eXteme-shop (pomoc organizacyjna), bike-center (opony i organizacja dojazdu na wyścig). Dziękujemy również wszystkim klubowiczom za wspieranie nas i chęć pomocy.


 

- 1 2 3 4 5 6 7 8-