- 1 2 3 4 5 6 7 8-
„Bo chcieć znaczy móc”
TransAlp 2007 dobiegł końca. Skończyła się rywalizacja, ale emocje wciąż są i nie
opadły.
Start w takim wyścigu to wielkie przeżycie. Piękne widoki, zawodnicy z całego świata,
nowe miejsca, nowi ludzie, ale przede wszystkim możliwość sprawdzenia się na
wymagających alpejskich szlakach. 650 km w 8 dni nie brzmiało wcale tak strasznie i nie
mieliśmy stracha, ale już po drugim dniu czuliśmy, że to nie jest ot taki sobie wyścig.
Momentami nie walczyliśmy z rywalami, ale z własnymi słabościami: odciski, odparzenia,
zakwasy i obolałe mięśnie, skurcze w dłoniach od hamowania, bolący kark od wstrząsów i
upalna temperatura przekraczająca czasami 55 stopni (w słońcu). Sama kondycja kolarska
nie wystarczyła, TransAlp wymaga od zawodników ogólnego przygotowania wytrzymałościowego
oraz stażu i doświadczenia kolarskiego. Nazwa wyścigu mówi za siebie, teren, po jakim
się ścigaliśmy to nie były ścieżki rowerowe, ale górskie szlaki pnące się na ponad 2500
m. n. p. m..
TransAlp to nie wakacyjna przygoda, wyprawa, rozrywka. Jest to ciężki wyścig, który
wyciska z zawodników siódme poty, ale wjazd na metę ósmego etapu w Riva del Garda to
ogrom miłych odczuć. Czuliśmy jak zalewa nas szczęście, satysfakcja, spełnienie ambicji.
Niekończąca się radość tego dnia i „rogal” od ucha do ucha powodował, że bolały policzki
od ciągłego uśmiechu.. Przekraczając linie mety w Rivie nogi już nie „dokuczały”, nie
było zmartwień, zmęczenie ustępowało. Nic nie potrafiło wtedy zepsuć humoru, żadna
wiadomość, żadna sytuacja… Wszystkie obowiązki, sprawy codzienne i domowe znikały, a my
jak małe dzieci beztrosko żyliśmy tą chwilą. To niesamowite uczucie trwało przez cały
dzień i wieczór, kiedy to założono nam koszulki TransAlp Finischer2007. Wchodząc na
scenę patrząc na wszystkich ludzi, w moment przeszły przed oczami wszystkie chwile
wyścigu. Wtedy poczułem ile mnie i Mateusza kosztowało wysiłku wejście na tą scenę. To
były tylko trzy schodki, ale trzeba było do nich dojechać przez 650 km alpejskich gór.
Kurz, słońce, pragnienie, ból, samozaparcie, konsekwencja, defekty, kraksy, osiem dni
coraz bardziej postępującego zakwaszenia mięśni, masakrycznie długie podjazdy, strome i
niekończące się zjazdy( rozgrzana obręcz od hamowania przetopiła mi dętkę), noclegi na
karimacie, codzienny obiad makaronowy. To wymaga wiele i nie jest przyjemne dla
organizmu, ale dla nas… hmmmm za rok chcemy znowu wystartować, trzymajcie za nas kciuki.
TransAlp Finischer 2008 to nasz cel, który jako kolejny ambitnie i z samozaparciem
chcemy osiągnąć. Bo chcieć znaczy móc!!

