Rozpoczęcie Sezonu-Sobótka 2007
To było tak:
Piersi nasi członkowie, którzy brali udział w starcie w Sobótce byli Masters tacy jak
Pan Ryszard Mulkowski i Pan Tadeusz Draby. Bardzo dobrze radzili sobie w peletonie i
było ich widać cały czas jak jeździli po czubie peletonu. Uważam, ze mieli bardzo udany
start i pierwsze przepalenie startowe.
Co do naszej młodzieży było widać przerażenie a nawet strach w oczach ponieważ przyszło
im się zmierzyć z kolarzami zawodowymi.
Zaczniemy od naszego Juniora Konrada Górniak, który może określić, że dzisiaj bardzo
dużo się nauczył o co chodzi w rzemiośle kolarskim. Przeżył wiele chwil dramatycznych i
walczył ze bólem kolana. Widział kilka przykrych i twardych upadków kolarzy w peletonie
co sprawiło, że jechał na tyle i to się zemściło na 4 kółku po zjeździe była prosta i
później zakręt i tam niestety zawodnik który jedzie z tyłu niesamowicie musi się
mobilizować aby dotrzymać tempo peletonu, który wychodząc za zakrętu i rozpędza się do
70 km/h. W tym momencie tworzy się wężyk i wystarcz tylko chwila zawahania i zaczyna się
tracić kontakt z peletonem. Dosłownie miał peleton 20 m przed sobą i nie mógł doskoczyć
do niego. Tak jechał pół okrążenia. Proszę sobie wyobrazić, co się dzieje w umyśle
kolarza. że tak jest blisko i nie jest w stanie doskoczyć i tak to się ciągnęło prawie 6
km. Dramat i ból to zaczyna przeważać w umyśle i w końcu zaczyna pojawiać się
zniechęcenie i zwątpienie w własne siły.
Wnioski są bardzo dobre bo Konrad sam mi przedstawił co zrobił źle i raczej już będzie
się starał tych błędów nie popełniać. Można go usprawiedliwić, że był to jego pierwszy
wyścig kolarski na szosie z prawdziwego zdarzenia i nigdy nie jechał w tak ciasnym
peletonie, gdzie raz za razem dochodzi do kraks i przy dużych prędkościach i jest
naprawdę twarda walka sportowa, która nie znosi kompromisów gdyż tutaj aby wygrać to
trzeba przechytrzyć 200 facetów i mieć przynajmniej 6 kumpli którzy ci w tym ci pomogą.
Nasi ukochani chłopcy tacy jak Kamil Kosała, Mateusz Zieliński i Tomasz Zając mieli
dzisiaj naprawdę egzamin z zawodowego ścigania.
Pytacie dlaczego?
Gdyż dzisiaj przyszło im się ścigać z zawodowymi kolarzami, którzy bardzo licznie
wstawili się do Sobótki. Na początku wyścigu mieli bardzo przykre zdarzenie które
utkwiło im się obrazem takim jak to przestawiali cytuje „wpierw był krzyk później dźwięk
łamania się ram i kół nagle przed sobą widza jak wylatują rowery wysoko w powietrze i
czują niesamowity zapach spalonej gumy z opon i hamulców i przed nimi nagle leży
sylwetki kolarzy na asfalcie powyginane embrionalnych pozycjach i widzą jak na tych
kolarzy następni wjeżdżają. Następuje kompletny chaos w peletonie. Kolarze zaczynają
przepychać się aby dołączyć do peletonu, niektórzy wprost akrobatyczny pokonują rowy
przy drodze i szybko omijają kraksę” I stało się trzeba gonić peleton, który niektórych
momentach osiąga prędkość 80km/h. I się stało tracą kontakt z peletonem ale SA na tyle
cwani ze tworzą grupę pościgową, która zbiera wszystkich poszkodowanych z kraksy i
zaczynają sprawnie współpracować. Co daje efekt, że kończą wyścig i osiągają średnią
38km/h co daje dobre przetarcie przed następnymi startami. Ja ich rozumie i wiem co się
czuje jak raz za razem pomyka karetka na sygnale, która woziła co chwile kolarzy
poszkodowanych. Sam byłem świadkiem jak junior młodszy przed samą metą wyszczeliła mu
opona i biedaczysko zrobił kozła w powietrzu tak pechowo, że upadł plecami na barierki
stalowe i biedaczysko leżał półprzytomny nie ruszając się na asfalcie. Byli chłopcy
stremowani i wystraszeni takimi hardkorowymi widokami i sposobem walki, gdzie nie można
popełniać błędów ponieważ drogo się za nie trzeba płacić.
Ale jest też dobre strony tego, że z każdym startem coraz bardziej będą obeznani i sami
stwierdzili, że ci zawodowcy wcale nie są od nich silniejsi lecz bardziej doświadczeni i
sami widzieli jak ich koledzy z grup zawodowych im strzelali z koła i nie dawali rady
jak Kamil lub Mateusz pociągnęli na zmianie.
Buduje nam się powoli bardzo fajny zespół, który za kilka lat może dużo namieszać w
świecie kolarskim. A dlaczego? Ponieważ oni nie znają słowa, że nie mogę. Szybko
wyciągają wnioski i się uczą na swych błędach.
Dzisiaj też Nasza Wspaniała Kasia fotografowała ich zmagania z takim zapałem, że
narażała prawie swoje zdrowie aby zrobić im jak najlepsze zdjęcie. Była troszkę smutna i
zapowiedziała, że 2008r w Sobótce zadeklarowała swój udział i postara się powalczyć w
naszych barwach z Maja Włoszczowska. Myślę, że dotrzyma słowa.
Kolarstwo to tak jak narkotyk jak zaczniesz się ścigać i poczujesz ten stres, buzowanie
emocji w umyśle, ból, szczęście i smak zwycięstwa zawszę ci będzie tego brakowało i
zawsze będziesz chciał do tego wrócić i znów to poczuć. To smakuje jak ………………
Resztę zakończenia każdy sam sobie dopisze.
Pozdrawiam
Andrzej Smalec
