TEST: POISON ZYANKALI
"Pierwszy raz przyjemność dosiadnięcia Poisona Zyankali miałem przed dwoma
sezonami. Przejażdżka na maszynie znajomego pozostawiła całkiem pozytywne wrażenia, był
wygodny, zwrotny, lekki, bardzo przyjemnie się prowadził. Ot, takie pobieżne wrażenia. W
końcu maja wpadł nam w ręce najnowszy rocznik Zyankali i byłem bardzo ciekaw czy
cokolwiek zmieniło się w tym rowerze przez te dwa lata. W końcu dwa lata to dziś w
przemyśle rowerowym cała wieczność.
Szybko dało się zauważyć kilka dostrzegalnych zmian osprzętowych. Dopiero jednak
po kilku kilometrach jazdy zauważalne stały się również inne zmiany, ukryte przed gołym
okiem. To co dwa lata temu było poniekąd piętą achillesową Zyankali czyli średnia
sztywność boczna ramy, w modelu 2007 wyraźnie została poprawiona.
Nowy Zyankali odznacza się w swoim najnowszym wcieleniu wysoką sztywnością boczną
ramy, co docenią szczególnie miłośnicy maratonów. Sylwetka jaką się przybiera na tym
rowerze jest wybitnie sportowa, wyciągnięta, znakomicie „poukładana” pod wyścigi, co z
kolei nieco mniej może cieszyć potencjalnych nabywców pragnących smakować w komforcie
długich, całodniowych tras w terenie. Nie stanowi to bynajmniej przywary Zyankali, a
jest jedynie jego specyfiką.
Rama wykonana jest z poczuciem estetyki, trudno w zasadzie się do czegoś przyczepić.
Klasyczna forma, górna rura z delikatnym slopingiem (opadająca w dół), specyficznie
uformowane rury przedniego trójkąta przechodzące z kształtu owalnego w trójkątny w
okolicach główki ramy, a do tego gięte tylne widełki, wszystko spójne i robiące bardzo
dobre wrażenie wizualne....(...)"
więcej czytaj w PORTALU
ROWER.COM
