TransAlp to nie wakacyjna przygoda, wyprawa, rozrywka. Jest to ciężki wyścig, który wyciska z zawodników siódme poty, ale wjazd na metę ósmego etapu w Riva del Garda to ogrom miłych odczuć. Czuliśmy jak zalewa nas szczęście, satysfakcja, spełnienie ambicji. Niekończąca się radość tego dnia i „rogal” od ucha do ucha powodował, że bolały policzki od ciągłego uśmiechu.. Przekraczając linie mety w Rivie nogi już nie „dokuczały”, nie było zmartwień, zmęczenie ustępowało. Nic nie potrafiło wtedy zepsuć humoru, żadna wiadomość, żadna sytuacja… Wszystkie obowiązki, sprawy codzienne i domowe znikały, a my jak małe dzieci beztrosko żyliśmy tą chwilą. To niesamowite uczucie trwało przez cały dzień i wieczór, kiedy to założono nam koszulki TransAlp Finischer2007. Wchodząc na scenę patrząc na wszystkich ludzi, w moment przeszły przed oczami wszystkie chwile wyścigu. Wtedy poczułem ile mnie i Mateusza kosztowało wysiłku wejście na tą scenę. To były tylko trzy schodki, ale trzeba było do nich dojechać przez 650 km alpejskich gór.


 

Relacja

Galeria Zdjęć
(319 zdjęć)


projekt stroju