Trening sylwestrowy 31/12/2007

Nie ma sylwestra bez gór i śniegu, a że białego puszku w tym roku dalej mało, pojechaliśmy z Mateuszem na Szczawinę, czyli sympatyczną góreczkę, która w zimie zawsze jest śnieżno biała.

 

Trening bardziej rekreacyjny i towarzyski, ale podjazd zagrzał nogi i już na jego początku nie było zimno. Fajnie jest wrócić pamięcią do letnich treningów rowerowych, na wyścigowych rowerach, w strojach startowych i z tempem dającym mroczki w oczach.


Dzisiaj był taki dzień, wsiedliśmy na nasze Poison’y i jechaliśmy z Mateuszem pod górę, jak na wyścigu i z jęzorem na wierzchu. Dookoła śnieg, a na drodze lód, powietrze mroźne, a wiatr silny. Takie rzeczy nam nie przeszkadzały, w ostatni dzień roku 2007 mieliśmy taki głód rowerowania, że cały trening jechaliśmy z euforią i uśmiechem na twarzy.